sobota, 31 grudnia 2011

Świąteczna refleksja

                       Drodzy Czytelnicy  Mojego Bloga!!!!!!!!!
     Chcę Wam wszystkim podziękować za to, że tutaj zaglądacie i czasem nawet zostawiacie Wasze bardzo cenne dla mnie komentarze i uwagi do moich postów.
     Chciałabym  też w tym miejscu przeprosić wszystkich tych czytelników, którzy spodziewali się, że kolejny post pojawi się wcześniej niż ten.Przepraszam Was serdecznie, ale niestety nie mogłam napisać nic w międzyczasie, ponieważ byłam trochę zajęta a poza tym  nie miałam też do niedawna za dużo nowych myśli do przekazania Wam na łamach tego bloga.
      Dzisiejszy dzień nie jest dniem jakich jest wiele w ciągu całego roku,ale jest dniem szczególnym, ponieważ stanowi on ostatni dzień 2011 roku.
      Dzień, który kończy stary rok i poprzedza I dzień nowego roku jest dniem, który z pewnością sprzyja pogłębionej reflekcji nad swoim życiem szczególnie, że wciąż jeszcze możemy cieszyć się okresem bożonarodzeniowym,gdyż  jeszcze nie zakończyła sie oktawa  Bożego Narodzenia, które przypomina nam,że są inne ważne rzeczy i sprawy niż tylko praca i sen przed kolejnym dniem.
Koniec każdego roku jest nieodłącznie kojarzony z dokonywaniem podsumowań sukcesów i porażek oraz dobra i zła, jakie spotkało nas w ciągu ostatnich 12 miesięcy oraz składania sobie postanowień dotyczących spełnienia w przyszłości jakiegoś marzenia,rozwinięcia jakiegos talentu lub pozbycia się jakiegoś złego nawyku.
      Moim zdaniem to bardzo dobrze,że w pewne, w jakiś sposób wyjątkowe dni zatrzymujemy się na chwilę nad swoim życiem i składamy postanowienia dokonania jakiejś zmiany gdyż człowiek nie może się w pełni rozwijać jeśli od czasu do czasu nie dokona jakiegoś podsumowania swoich dokonań i nie przemyśli kierunku ,w którym zmierza on i jego życie,ale jest pewne "ale".
     Tym "ale" jest fakt, że psycholodzy udowadnili, że składanie postanowień wyczerpuje wiele energii i jeśli zostaje tylko na poziomie postanowień to prowadzi do frustracji i niezadowolenia z siebie,dlatego proponują oni, aby wypowiadać zamiast intencji swoje marzenia, ktore później należy przełożyć na plany ich realizacji i rozłożyć ich osiąganie w jakimś określonym czasie i najważniejsze to zastrzeżenie,że te pragnienia muszą być realistyczne.
    Ja, ponieważ zazwyczaj postanowienia moje mają krótkotrwały żywot i są spelnianie co najwyżej połowicznie tak jak na przykład moje ostatnie postanowienie nie będę składała w tym roku żadnych postanowień, ponieważ już i tak prowadzenie tego blogu,praca nad osiągnięciem czy może lepiej nad otrzymaniem łaski cierpliwości i wytrwanie w niedawno złożonym postanowieniu wymaga od mnie sporo pracy i czasu, że najprawdopodobniej składanie kolejnych postanowień przyniosłoby tylko rozczarowanie i niezadowolenie z siebie.
    Tak przy okazji w ramach wyjaśnienia to ostatnie postanowienie, o którym mówię to złożona Wam Drodzy Czytelnicy obietnica, że będę codziennie czytała 15-39/40 stron podręcznika do socjologii wygląda tak,że zwykle czytam koło 15-20 stron ,ale bylo też kilka takich dni,kiedy w ogóle do niego nie zajrzałam.
   Już na koniec tego wpisu zanim złoże Wam życzenia noworoczne chciałabym się z Wami podzielić pewnym pomysłem i refleksją, które zawdzięczam pomysłowości wspólnotyOjców Jezuitów z Torunia.
   Otóż istnieje we wszystkich kościołach katolickich zwyczaj by w okresie Bożego Narodzenia ustawiać w nich szopki pokazujące Świętą Rodzinę oraz pasterzy i zwierzęta z szopki.Szopki te bywają różne; bywają bardzo proste szopki przedstawiające tylko Świętą Rodzinę i pasterzy oraz zwierzęta, są też ruchome szopki ubogacone o postaci świętych lub osób, które wpisały się w historię świata czy danej społeczności i żywe szopki.
    W tym roku jednak jezuici wpadli na trochę innym pomysł i moim zdaniem to bardzo dobry pomysł.
Zamiast więc tradydyjnej szopki jezuici ustawili obok głównego ołtarza żłóbek z Dzieciątkiem Jezus a powyżej niego na sztaludze umieścili ikonę Matki Bożej zachowując tym samym samą istotę Bożego Narodzenia natomiast wokół tej przestrzeni z ikoną Maryi i  figurką Jezusa umieścili kilka myśli błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty, o tym czym jest Boże Narodzenie oraz sztalugę z czystymi, białymi  kartkami, na których pisakami lub jak ktoś woli długopisem można napisać, z czym się kojarzy lub co oznacza dla danej osoby Boże Narodzenie.
    Pomysł ten moim zdaniem jest bardzo dobry,ponieważ daje szansę na zerwanie z pewnym schematem w naszym życiu i może dać szansę na zastanowienie się nad czymś ,co wydaje się nam oczywiste.
Ja osobiscie nie pamiętam, ile czasu minęło od poprzedniej mojej refleksji na temat tego, czym dla mnie jest Boże Narodzenie.
    Zachęcam Was wszystkich do zastanowienia się nad tym pytaniem oraz chcę podzielić się moim przemyśleniem na ten temat.
     Dla mnie bowiem jak się zastanowiłam Boże Narodzenie jest czasem, w który ujawnia się to,co najpiękniejsze i to,co najgorsze jest w człowieku.Na pewno sprzyja temu fakt, że pod postacią Dzieciątka Jezus przychodzi Boża Miłość, która pokazuje wszystko ,co nią nie jest by człowiek uczył się coraz lepiej przyjmować i dzielić się Miłością z innymi i oraz tej Miłości się powierzać oraz fakt ,że często po długim okresie niewidzenia się spotykają się ze sobą bliskie sobie osoby, które mogą mieć nawzajem do siebie różne urazy i nie umiec ich spokojnie wyrazić.Boli mnie tylko, że w tym całym zabieganiu wokół świąt i dbaniu o pewne tradycje zatraca się tak łatwo istotę Bożego Narodzenia.Boli mnie wreszcie także i to,że tak łatwo sytuacje bolesne i niemiłe ,drobiazgi wynikające z nieumiejętności porozumienia się,wzniesienia się ponad drobne niewygody i uwagi   oraz zmęczenia dominują nawet jeśli w rzeczywsitosci tych chwil jest mniej niż  tych dobrych i radosnych,Wciąż uczę się mądrze przeżywać Boże Narodzenie by nie zatracać ich istoty i niepotrzebnie nie przejmować sie tym,nad czym nie panuję a co musi być, bo jest częścią życia kogoś z rodziny.
    Zazdroszczę zatem wszystkim , którzy przeżyli święta w większym spokoju ,zadumie i radości niż ja i lepiej uchwycili to,co w nich najważniejsze.
      Matomiast na koniec chcę Wam wszystkim,abyście wzrastali w nadchodzącym roku w wierze,nadziei i miłości oraz byście nabyli więcej mądrości i cierpliwości a także by nigdy nie zabrakło Wam odawgi do podejmowania i podążania za wymaganiami decyzji, które mogą zmienić jakość i sens waszego życia.;-)

piątek, 16 grudnia 2011

To był dobry dzień

     Przedczoraj był naprawdę dobry dzień.
Dni, które kończą się pozytywnym bilansem występują w moim życiu rzadko,bo trudno jest mi dostrzec radosne drobiazgi i czasem jedna epizodyczna sytuacja potrafi zepsuć mi humor a nużący wykład czy monotonia codzienności sprawia,że większość dni jest szara to znaczy jakaś taka nijaka,dlatego chcę sie podzielić doświadczeniem kilku drobnych radości, któe sprawiły,że był to fajny i miły dzień.
      Na dobry początek dnia były roraty akademickie i co sie z tym wiąże oczywiście -śniadanko akademickie,co jest naprawdę świetne.Wiem,że dla niektórych osób  wstanie na 7:00 rano jest problemem i nie daje żadnej radości i muszę przyznać,że mi także jest trudno wstać,ale za każdym razem jak przychodze to stwierdzam, że było warto.
     Powtórzę tu jeszcze raz: było warto, ponieważ zaczęłam dzień od spotkania z Bogiem, na którym mogłam posłuchać homilii, która pozwoliła mi troche inaczej spojrzeć na wydawałoby się dobrze znany fragment i  zastanowić się nad rolą jaką spełnia w moim życiu wiara i miłość.Dodatkowym bardzo miłym akcentem  rorat akademickich jest to ,że można przy herbacie i drożdżówce spędzić milo czas ze znajomymi i nawet pograć w gry na skojarzenia i  spotkać kogoś nowego kto przyszedł zachecony tym śniadankiem i jeszcze chwilę pogadać idąc do domu czy na uczelnię ;-)
   Ten dobrze spędzony czas byl jedynie jak pierwszy promyk słońca,ponieważ dzień składał się także z kilku innych miłych niespodzianek.
Następnym przyjemnym wydarzeniem były ćwiczenia z logiki, ponieważ zajmowaliśmy się na nim już wcześniej zannymi mi zagadnieniami,więc w miarę dobrze rozumiałam poruszane podczas nich zagadnienia mimo nieznajomości całego tekstu na te zajęcia.
Po logice czekała mnie prawdę mówiąc podówjna radość,ponieważ odbyłam przyjemny spacer po Bulwarze nad Wisłą w Toruniu z sympatycznym kolegą i miałam tez okazję odbyć z nim przyjemną,życzliwą a przy tym dotyczącą poważnych kwestii rozmowę.
 Na koneic wreszcie skądinąd bardzo udanego dnia odbyło się ważne dla mnie spotkanie La Storty- jednej z grup w  Duszpasterstwie Akademickim:  'Studnia " w Toruniu, na której to grupie w tym roku poruszamy kwestie uczuc, które często nazywane są uczuciami niekochanymi jak agresja,zazdrość, niespelnione zakochanie czy pustka i lęk.Spotkania te choć bywaja trudne,ponieważ nie jest łatwo dzielić się z innymi swoimi przeżyciami, które ujawniają często jakąś nieporadność w doświadczaniu trudnych uczuć; a jedynie mówiąc o pewnych konkretnych sytuacjach można dobrze zrozumieć motywy i trudności  w ich doświadczaniu.Ujawnienie swoich trudności czy kłopotów bywa z pewnością trudne, gdyż narażamy się w ten sposób na śmiech,na "odbrązowienie" naszego wizerunku a także na niewłaściwe własne reakcje na ujawnienie przez kogoś jakiejś trudne do przyjęcia prawdy o nas,ale dzięki temu wszystkiemu można poznać lepiej siebie i innych i jest to bardzo cenne a już na sam koniec dnia czekał mnie jeszcze bardzo sympatyczny powrót do domu z kilkoma dobrymi znajomymi.
Dziękuję za to wszystko Bogu i tym wszystkim, którzy przyczynili się do tego,że mogłam ten dzień uznać za naprawdę dobry dzień.;-)
A na koniec już tego postu chciałam napisać,że takie drobiazgi jak spacer z kimś kogo się lubi czy spotkanie, które wnosi jakąś nową prawdę czy jakość do naszego życia mogą dać wiele radości, ale prawdziwą i trwajacą dłużej radość daje dobrze przeżyte oparte na otwartości,szczerości i zaufaniu doświadczenie spotkania z Bogiem, w którym dajemy z siebie choć trochę więcej niż tylko jakieś ścisłe trzymanie się zasad czy schematów/struktury pewnych obrzędów, o czym świadczy to,że po radości z środy nastepnego dnia niewiele zostało natomiast po wczorajszej wieczornej spowiedzi, w której ważne były nie tylko pewne trudności czy grzechy,ale także ich przyczyny radość, która pojawiła się trwa nadal i za to chwała Panu ;-)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Kryzysy te małe i te duże oraz inne trudności

      Na początku tego postu chcę uprzedzic wszystkie osoby odwiedzajace mój blog,że od czasu do czasu będę odwoływać się do kazań i refleksji o. Lesława Ptaka SJ- duszpasterza akademickiego z Torunia,ponieważ w moim odczuciu jego słowa zawierają wiele mądrości i bywają dla mnie żródlem inspiracji, z których chciałbym skorzystać.
    Inspiracją i główną osią tego wpisu jest komentarz o.Lesława do dzisiejszej Ewangelii (Mt 21,23-27).
Ewangelia ta z całą pewnością nie jest łatwa,ponieważ przedstawia ona scenę , w której przychodzą do Pana Jezusa arcykapąłani i starsi ludu i pytają go o to , jakim prawem naucza i uzdrawia ludzi w odpowiedzi na,co Pan Jezus zadaję im pytanie,o to skąd pochodzi chrzest Janowy  a ponieważ nie udzielają odpowiedzi na to pytanie to i On nie odpowiada na ich pytanie
       .Można by odnieść na pierwszy rzut oka,że Pan Jezus jest w tej scenie niegrzeczny,ponieważ odpowiada pytaniem na pytanie unikajac w ten sposób odpowiedzi na zadane mu pytanie ,ale to tylko pozory, ponieważ ważne dla właściwego zrozumienia tego fragmentu z Ewangelii Świętego Mateusza przyjrzenie się kilku wcześniejszym  scenom.Przywołane tu przeze mnie wydarzenia poprzedzające dzisiejszą Dobrą Nowine to scena gdy Pan Jezus po kilkudniowej obserwacji tego,co sie dzialo w świątyni Jerozolimskiej robi w niej porządek wyrzucając kupców i rzemieślników z świątyni oskarżając ich o zrobienie targowiska z miejsca dialogu i spotkania Boga z człowiekiem oraz scena gdy przychodzą do niego faryzeusze i uczeni w Piśmie żądajac znaku,no co Jezus mówi wskazujac na siebie,że jesli zburzą świątynię to w 3 dni ją odbuduję a oni wskazują na kamienie.
 Te sceny w odniesieniu do dzisiejszej Ewangelii pokazują,że Pan Jezus nie był niegrzeczny,ale nie udzielił odpowiedzi na ich pytanie,dlatego, że oni nie chcieli podjąć z nim dialogu na co wskazuje zdanie mówiace o tym,że naradzali się ze sobą,co odpowiedzieć Panu Jezusowi tak, aby lud nie obrócil sie przeciw nim ani by Pan jezus nie mógł ich oskarżyć,że czegoś nie zronili choć powinni.W tym kontekście było zakorzeniona dzisiejsza homilia,w której podjęty został temat obecnych w naszym życiu topnięć i kryzysów naszej wiary i zasad w oparciu, o które żyjemy.
      Zapewne każdy z nas przeżył w swoim życiu jakieś topnięcie czy też kryzys, który wstrząsnął podstawami naszej wiary czy sprawiał,że musieliśmy się zastanowić czy nadal możemy patrzeć i doświadczać zdarzeń z naszego życia w określony sposób.Wydarzenia te są zazwyczaj dla nas trudne i bolesne i trudno jest nam je zaakceptować i dostrzec w nich  wyraz troski i miłosci Boga do nas.Niełatwe jest w takim momentach podjąć dialog z Bogiem i zgodzić się na zmianę naszego życia.Pan Bóg mimo tych trudności chce podjąć dialog,ponieważ prawdziwa milość chce aby relacje z innymi stawały sie coraz bardziej szczere,głębsze i były coraz dojrzalsze,bo wszak dziecko potrzebuje innych form relacji niż młodzież czy człowiek dorosły.
     W relacjach z Panem Bogiem uprzywilejowanymi miejscami dialogu jest modlitwa i sumienie.
Zarówno kształtowanie sumienia , które zostało nam dane, ale też wymaga naszej pracy i wsłuchiwanie się w jego głos  jak i modlitwa po to, aby nie były dla nas męczące i  nie sprawiały nam trudności wymagają szczerości, otwartości postawy dziękczynienia szczególnie za momenty trudne.Inaczej jeśli tego brakuje i zamiast szczerości,zaufania i opowiadania Panu Bogu o, tym, że coś nas boli a jego słowa i wskazówki stanowią w naszym poczuciu zagrożenie wobec nas to pojawia się kalkulacja i zastanawianie się,co i jak powiedzieć Panu Bogu i jak należy rozumieć Pismo Święte i zamiast być odpoczynkiem modlitwa staje się kłopotem i albo przestajemy sie modlic albo jesteśmy po niej bardzo zmęczeni.
Natomiast jeśli nie odważymy się na szczerośc i w pokorze nie przyznamy się do problemów i trudności to nasz głos sumienia może mówic czy podpowiadać te same rady dziecku jak i osobie mającej 20, 30 czy 50 lat przez ,co nie będzie dobrze służyć czlowiekowi,ponieważ w takim wypadku to nie Bóg będzei do nas mówić ,ale jakiś katechizm, przykazania czy osoby ważne dla nas w przeszłości, które nie wiedzą,co jest dla nas najlepsze i nie mogą nas pokochać.
Warto,więc prosić o pokorę Pana Boga byśmy mieli odwagę wyznać przed Bogiem,co nas boli i ,co sprawia trudność i zapraszać Boga, by wchodził w coraz dlasze zakamarki naszje duszy i niszczył wszystko,co przeszkadza nam w pełni sie z Nim zjednoczyć.
     
       Ta refleksja nad dzisiejszą Ewangelią stała się dla mnie inspiracją do tego by w dzisiejszej modlitwie w szczerosci opowiedzieć Bogu,  z czym sobie nie radzę,jakie uczucia są we mnie obecne i stopniowego mówienia tak tym wszystkim trudnym sytuacjom, na które się nie zgodziłam
       Jedną  z takich sytuacji na ,które się nie zgodzilam czego konsekwencje noszę do dziś, czego dowodem jest to,że bardzo boleśnie i z dużą dozą niechęci i nawet agresji słuchałam treści książeczki "Uczucia niekochane" księdza Grzywocza oraz dyskusji wokół niej, w któej zakochanie zarówno spełnione jak i niespełnione traktowane jest jako wspanialy dar, który pokazuje jak wiele dobra,ale także zła i słabości jest w nas oraz ujawnia nasze głody z przeszłości jak np.głód bycia akceptowanym i kochanym przez ojca.
W sumie to tak naprawdę nie zaakceptowałam zarówno zakochania i tego,co ono mi przyniosło, które miao miejsce ponad 0,5 roku temu a także tego, od którego minęły już prawie 3 lata.
To wczesniejsze zakochanie było dla mnie szczególnie trudne, ponieważ pojawiło się tuż przed moim wyjazdem na studia, które wiązało się z wejściem w zupełnie nowe środowisko a moja grupa wsparcia w rodiznnym mieście byla bardzo niewielka a ponieważ uczucie zakochania było bardzo silne i nie do końca umiałam panować nad moimi uczuciami i zachowaniami to byłam przekonana,że muszę się rozstać z moją grupa wsparcia a przynajmniej z jakąś jej częścią na dłuzej,co potęgowało tylko poczucie samotności i niechęci do siebie a kolejne skomplikowane relacje z mężczyznami w jakie wchodziłam później tylko potwierdzały,że dobrze tego zakochanai nie przeżylam a mężczyźni, z ktorymi wchodzila w głębsze relacje z reguły byli podbni pod względem fizycznym i charakteru do osoby,w której sie zakochałam.
Uczucie to było tak trudne i bolesne dla mnie, że postanowiłam, że długo sie nie zakocham i oczywiście na przekór tego zadurzałam się a wreszcie ponad 0,5 roku temu się zakochałam.Wtedy myślałam,że zrobiłam pewien krok do przodu,ponieważ pod wieloma względami osoba, w której się ostatnio zakochałam różniła się od osoby, w której byłam wcześniej zakochana aczkolwiek,ponieważ bardzo szybko przekonałam się,że nie mam szansy by stworzyć z nim,co najwyzej relację przyjaźni to było to także boelsne doświadczenie i także go nie zaakceptowałam,
Dzisiejsza natomiast homilia i Ewangelia uświadmiła mi,że powinnam podziękować za te uczucia zakochania, ponieważ dzięki nim dowiedziałam się czegoś o sobie i zyskałam szansę na znalezienie przyjaciela, którego w innej sytuacji bym prawdopodobnie nie otrzymała,bo nie mielibyśmy okazji dobrze się poznać a pzoa tym przypomniała mi się moja refleksja z jednej z medytacji nad Pismem Świętym podczas jednego ze spotkań grupy medytacyjnej z DA "STUDNI"  w Toruniu w zeszłym roku podczas , której wpadłam na cenną myśl,że zanim człowiek zacznie oskarżać Pana Boga, że jakieś wielkie pragnienie mimo usilnych próśb sie jeszcze nie spełniło i nie widać możliwości by się spełnilo wkrótce to powinien zapytać samego siebie czy rzeczywiście tego chce oraz czy jest gotowy by sie ono spełniło,bo wszystko ma swój własciwy czas a czlowiek, który nie umie tworzyć przyjaźni zazwyczaj nie jest gotowy by być czyimś chlopakiem czy czyjąś dziewczyną lub narzeczonym i narzeczoną,więc Pan Bóg może najpierw pomóc znaleźć przyjaciela a dopiero później chlopaka lub dziewczynę .
I jeszcze na sam koniec biorąc wszystkich czytelników za świadków postanawiam,że od jutra w ramach ćwiczenia się w konsekwencji i systematyczności i także w cierpliwości będę na ile to tylko możliwe czytała codziennie 15-30/40 stron książek potrzebnych zo zaliczenia egzaminów na studiach.
Życzę miłego wieczoru i zachęcam do komentowania ;-)

niedziela, 11 grudnia 2011

Trochę z innej strony o cierpliwości i dystansie, czyli co mnie inspiruję.

     Dzisiaj w Kościele Rzymsko-Katolickim przeżywamy III Niedzielę Adwentu,która jest traktowana jako dzień  radości,dlatego też w dzisiejszym wpisie nie deklaruję żadnych wyrzeczeń czy obietnic zmiany , którejś z moich postaw wobec siebie,innych ludzi czy też świata.Nie zawiera on także refleksji ludzi mądrzejszych od mnie na temat cierpliwości i dystansu do siebie lub  doświadczanych sytuacji.
Post ten  będzie natomiast dotyczył ostatniej płyty Anny Marii Jopek pod tytułem "Sombremesa" oraz kilku sytuacji,które miały i nadal mają pozytywny wpływ na mój sposób patrzenia na świat i przeżywania trudnych sytuacji.
Dlaczego właśnie "Sombremesa"?
Płyta ta jest dla mnie szczególnie bliska i stanowi inspiracje i zachętę do pracy nad sobą z kilku powodów.
Po pierwsze jest to płyta mojej ulubionej polskiej piosenkarki, dlatego trudno,aby nie wzbudzała pozytywnych emocji we mnie.Po drugie,co wydaje się być bardziej istotne utwory z "Sombremesy" inspirowane są muzyką portugalską,która niezmiennie przywołuje obrazy ciepłego,pełnego słońca i ludzi,którzyludzi,którzy mają bardzo pozytywny stosunek do świata i zawierają pewne mądrości,które sprzyjają cierpliwości i dystansowi do siebie i innych ludzi oraz doświadczeń życiowych.
Szczególnie przemawiają do mnie dwa utwory z tej płyty,czyli "Tylko tak mogło być" oraz 'Cabo da Roca",do których poniżej zamieszczam linki:
Tylko tak mogło być- Anna Maria Jopek&Tito Paris
Cabo da Roca- Anna Maria Jopek
 Natomiast takimi pozytywnymi i dającymi mi wiele radości sytuacjami są:
1)Sytuacja sprzed 1,5 roku gdy czułam sie bardzo samotna,niekochana i zaniepokojona przyszłością,która sporo zmieniała w moim życiu.Otóż pod wpływem tych uczuć pojawiło się we mnie pragnienie by zostać przytuloną przez kogoś kto mnie dobrze zna i pomimo moich słabości i wad mnie akceptuje i dobrze rozumie,ale nie wiedziałam czy mogę ją o to prosić,ponieważ tą osobą był jezuita i "biłam" się z tymi myślami przez prawie 0,5h.Zakończeniem tej historii bylo poczucie bezpieczeństwa,ponieważ miałam poczucie,że poprzez tego duszpasterza,który spełnił moją prośbę sam Bóg chce mi pokazać,że jstem kochana i akceptowana tak jaka jestem a poza tym czułość jest czymś ,czego bardzo potrzebuję.
Najpiękniejsze było w tym to,że ja walczyłam ze swoimi myślami przez ponad 0,5 h i potrzebowałam jeszcze 2 osób-aniołów by się odważyć o to spytać a Ojciec,ponieważ czuł,że bardzo tego potrzebuję po prostu  bez wahania mnie przytulił pokazując w ten sposób,że czasem wystarczy tylko o coś poprosić bez analizowania czy można czegoś pragnąć czy też nie.
2)Odkrycie przy okazji ( a może dzięki temu) awarii mojego aparatu fotograficznego około 1,5 miesiąca temu, że  cieszę się większym zaufaniem niż sądziłam.To doświadczenie było niesamowite,ponieważ sprawiło, że że na poważnie zaczęłam mysleć,że powinnam bardziej polubić siebie.
3)Wszystkie te momenty gdy znajomi czy bliscy potraktowali moje wybuchy agresji,niewłaściwe zachowania czy niesprawiedliwe wobec nich oskarżenia  z większą łagodnością i zrozumieniem niż się spodziewałam.
4)śniadanka akademickie po roratach akademickich u Ojców Jezuitów w Toruniu odprawianych w poniedziałki,środy i piątki o 7:00 rano.
5)kolacyjka imieninowa z okazji imienin O.Lesława Ptaka SJ z 27.11.2011 r, która nie udała by się gdyby nie inni członkowie DA "Studnia".
6)wieczory spędzone ze znajomymi tak urodzinowe jak i filmowe i nie tylko...
7) filmy takie jak : Charlie i fabryka czekolady, Don Juan de Marco, Nic do oclenia
Zachęcam wszystkich do komentowania pojawiąjących się postów na blogu.
Czekam także na propozycje inspirującej i wywołującej radość lub zachwyt muzyki,filmów lub opowiadań.

sobota, 10 grudnia 2011

Moje oczekiwania i pragnienia.

    Osoby, które mnie znają wiedzą,że jestem skłonna do refleksji i przemyśleń a także analizowania tego,czego doświadczyłam,siebie samej i nierzadko także innych ludzi.Umiem patrząc wstecz wyciągnąć wnioski z tego,co sie wydarzyło i wielokrotnie układam plany i cele od realizacji, z których wiele upada bardzo szybko,ale są i takie, których się konsekwentnie trzymam.
Rożne są powody dla, których wycofuje się z wielu planów,pragnień czy celów, z których bardzo ważne są zasadniczo tylko trzy, czyli stawianie sobie zbyt wysoko poprzeczki,brak cierpliwości gdy nie widać efektów albo coś się nie uda a także brak odwagi do pozostawienia tego,co mam i kim jestem by osiagnąć coś lepszego,wartościowszego za cenę dość głębokiej i zasadniczej zmiany życia.
Widzę jednak coraz wyraźniej,że nie mogę wiecznie uciekać od zmiany pewnych nawyków,sposobów przeżywania życia czy też pewnych systemów myślenia i pojmowania pewnych cech charakteru,osób czy zjawisk;
       W związku z tym proszę wszystkich czytelników tego blogu byście nie tylko czytali i komentowali wpisy,ale także byście dzielili się filmami,muzyką czy też refleksjami,które pomogą mi konsekwentnie realizować postawione sobie zadanie i sprawią,że będę miała odwagę by pomimo braku widocznych efektów pracy nad sobą i trudności oraz chwilowych niepowodzeń szła wytrwale naprzód.
      Proszę Was także o cierpliwość wobec mnie jeśli bedą jakieś dłuższe przerwy w publikowaniu wpisów na blogu czy też jeśli nie będziecie dostrzegać przez dłuższy okres czasu jakis efektów czy kolejnych kroków przybliżających do celu,ponieważ proces ten wymaga czasu i jak to zauważył mądry jezuita z Toruniu jedyna drogą do większej cierpliwości jest bycie cierpliwą/ym wobec Boga,siebie i innych i zgoda na to,co jest a także zgoda na zmianę wrażliwości i jakości swego życia i trzeba zgodzić się na to,co jest.

Początek

      Jestem osobą, która stawia sobie i innym wysokie wymagania.Określają mnie silne emocje oraz pragnienie czegoś więcej:więcej pokory,trwałych i głębokich relacji,większego wpływu na grupę... i pragnienie by zmiany nadeszły szybko.
      Moje nakierowanie się na to by życie było wartościowsze,głębsze,lepsze połączone z pragnieniem by możliwie szybko dostrzec efekty sprawia,że łatwo się denerwuję,stresuję i wpadam w pułapki silnych emocji i często żałuję tego,co sie stało lub nie powoduje chaos w moim życiu.
Na początku tego adwentu pojawiło się we mnie pragnienie by ten czas stał się dla mnie czasem pewnej jakościowej zmiany życia a co za tym idzie także mojej wrażliwości by dobrze przeżyć święta,ale był też niepokój,że adwent niczym sie nie będzie różnił od reszty roku.
      Odpowiedzią na ten niepokój było uświadomienie sobie,że brakuje mi cierpliwości do Boga,siebie i innych a także dystansu do tego,co mnie spotyka,co też utrudnia mi przyjęcie trudnych czy bolesnych doświadczeń.
Mam poczucie,które potwierdziła ostatnia dosć nieprzyjemna dla mnie i otoczenia sytuacja,że jestem na rozdrożu i nie mogę odkładać na później pracy nad sobą,której celem będzie zyskanie choć odrobinę więcej cierpliwości i dystansu,w czym ma mi pomóc właśnie ten blog.