Na początku tego postu chcę uprzedzic wszystkie osoby odwiedzajace mój blog,że od czasu do czasu będę odwoływać się do kazań i refleksji o. Lesława Ptaka SJ- duszpasterza akademickiego z Torunia,ponieważ w moim odczuciu jego słowa zawierają wiele mądrości i bywają dla mnie żródlem inspiracji, z których chciałbym skorzystać.
Inspiracją i główną osią tego wpisu jest komentarz o.Lesława do dzisiejszej Ewangelii (Mt 21,23-27).
Ewangelia ta z całą pewnością nie jest łatwa,ponieważ przedstawia ona scenę , w której przychodzą do Pana Jezusa arcykapąłani i starsi ludu i pytają go o to , jakim prawem naucza i uzdrawia ludzi w odpowiedzi na,co Pan Jezus zadaję im pytanie,o to skąd pochodzi chrzest Janowy a ponieważ nie udzielają odpowiedzi na to pytanie to i On nie odpowiada na ich pytanie
.Można by odnieść na pierwszy rzut oka,że Pan Jezus jest w tej scenie niegrzeczny,ponieważ odpowiada pytaniem na pytanie unikajac w ten sposób odpowiedzi na zadane mu pytanie ,ale to tylko pozory, ponieważ ważne dla właściwego zrozumienia tego fragmentu z Ewangelii Świętego Mateusza przyjrzenie się kilku wcześniejszym scenom.Przywołane tu przeze mnie wydarzenia poprzedzające dzisiejszą Dobrą Nowine to scena gdy Pan Jezus po kilkudniowej obserwacji tego,co sie dzialo w świątyni Jerozolimskiej robi w niej porządek wyrzucając kupców i rzemieślników z świątyni oskarżając ich o zrobienie targowiska z miejsca dialogu i spotkania Boga z człowiekiem oraz scena gdy przychodzą do niego faryzeusze i uczeni w Piśmie żądajac znaku,no co Jezus mówi wskazujac na siebie,że jesli zburzą świątynię to w 3 dni ją odbuduję a oni wskazują na kamienie.
Te sceny w odniesieniu do dzisiejszej Ewangelii pokazują,że Pan Jezus nie był niegrzeczny,ale nie udzielił odpowiedzi na ich pytanie,dlatego, że oni nie chcieli podjąć z nim dialogu na co wskazuje zdanie mówiace o tym,że naradzali się ze sobą,co odpowiedzieć Panu Jezusowi tak, aby lud nie obrócil sie przeciw nim ani by Pan jezus nie mógł ich oskarżyć,że czegoś nie zronili choć powinni.W tym kontekście było zakorzeniona dzisiejsza homilia,w której podjęty został temat obecnych w naszym życiu topnięć i kryzysów naszej wiary i zasad w oparciu, o które żyjemy.
Zapewne każdy z nas przeżył w swoim życiu jakieś topnięcie czy też kryzys, który wstrząsnął podstawami naszej wiary czy sprawiał,że musieliśmy się zastanowić czy nadal możemy patrzeć i doświadczać zdarzeń z naszego życia w określony sposób.Wydarzenia te są zazwyczaj dla nas trudne i bolesne i trudno jest nam je zaakceptować i dostrzec w nich wyraz troski i miłosci Boga do nas.Niełatwe jest w takim momentach podjąć dialog z Bogiem i zgodzić się na zmianę naszego życia.Pan Bóg mimo tych trudności chce podjąć dialog,ponieważ prawdziwa milość chce aby relacje z innymi stawały sie coraz bardziej szczere,głębsze i były coraz dojrzalsze,bo wszak dziecko potrzebuje innych form relacji niż młodzież czy człowiek dorosły.
W relacjach z Panem Bogiem uprzywilejowanymi miejscami dialogu jest modlitwa i sumienie.
Zarówno kształtowanie sumienia , które zostało nam dane, ale też wymaga naszej pracy i wsłuchiwanie się w jego głos jak i modlitwa po to, aby nie były dla nas męczące i nie sprawiały nam trudności wymagają szczerości, otwartości postawy dziękczynienia szczególnie za momenty trudne.Inaczej jeśli tego brakuje i zamiast szczerości,zaufania i opowiadania Panu Bogu o, tym, że coś nas boli a jego słowa i wskazówki stanowią w naszym poczuciu zagrożenie wobec nas to pojawia się kalkulacja i zastanawianie się,co i jak powiedzieć Panu Bogu i jak należy rozumieć Pismo Święte i zamiast być odpoczynkiem modlitwa staje się kłopotem i albo przestajemy sie modlic albo jesteśmy po niej bardzo zmęczeni.
Natomiast jeśli nie odważymy się na szczerośc i w pokorze nie przyznamy się do problemów i trudności to nasz głos sumienia może mówic czy podpowiadać te same rady dziecku jak i osobie mającej 20, 30 czy 50 lat przez ,co nie będzie dobrze służyć czlowiekowi,ponieważ w takim wypadku to nie Bóg będzei do nas mówić ,ale jakiś katechizm, przykazania czy osoby ważne dla nas w przeszłości, które nie wiedzą,co jest dla nas najlepsze i nie mogą nas pokochać.
Warto,więc prosić o pokorę Pana Boga byśmy mieli odwagę wyznać przed Bogiem,co nas boli i ,co sprawia trudność i zapraszać Boga, by wchodził w coraz dlasze zakamarki naszje duszy i niszczył wszystko,co przeszkadza nam w pełni sie z Nim zjednoczyć.
Ta refleksja nad dzisiejszą Ewangelią stała się dla mnie inspiracją do tego by w dzisiejszej modlitwie w szczerosci opowiedzieć Bogu, z czym sobie nie radzę,jakie uczucia są we mnie obecne i stopniowego mówienia tak tym wszystkim trudnym sytuacjom, na które się nie zgodziłam
Jedną z takich sytuacji na ,które się nie zgodzilam czego konsekwencje noszę do dziś, czego dowodem jest to,że bardzo boleśnie i z dużą dozą niechęci i nawet agresji słuchałam treści książeczki "Uczucia niekochane" księdza Grzywocza oraz dyskusji wokół niej, w któej zakochanie zarówno spełnione jak i niespełnione traktowane jest jako wspanialy dar, który pokazuje jak wiele dobra,ale także zła i słabości jest w nas oraz ujawnia nasze głody z przeszłości jak np.głód bycia akceptowanym i kochanym przez ojca.
W sumie to tak naprawdę nie zaakceptowałam zarówno zakochania i tego,co ono mi przyniosło, które miao miejsce ponad 0,5 roku temu a także tego, od którego minęły już prawie 3 lata.
To wczesniejsze zakochanie było dla mnie szczególnie trudne, ponieważ pojawiło się tuż przed moim wyjazdem na studia, które wiązało się z wejściem w zupełnie nowe środowisko a moja grupa wsparcia w rodiznnym mieście byla bardzo niewielka a ponieważ uczucie zakochania było bardzo silne i nie do końca umiałam panować nad moimi uczuciami i zachowaniami to byłam przekonana,że muszę się rozstać z moją grupa wsparcia a przynajmniej z jakąś jej częścią na dłuzej,co potęgowało tylko poczucie samotności i niechęci do siebie a kolejne skomplikowane relacje z mężczyznami w jakie wchodziłam później tylko potwierdzały,że dobrze tego zakochanai nie przeżylam a mężczyźni, z ktorymi wchodzila w głębsze relacje z reguły byli podbni pod względem fizycznym i charakteru do osoby,w której sie zakochałam.
Uczucie to było tak trudne i bolesne dla mnie, że postanowiłam, że długo sie nie zakocham i oczywiście na przekór tego zadurzałam się a wreszcie ponad 0,5 roku temu się zakochałam.Wtedy myślałam,że zrobiłam pewien krok do przodu,ponieważ pod wieloma względami osoba, w której się ostatnio zakochałam różniła się od osoby, w której byłam wcześniej zakochana aczkolwiek,ponieważ bardzo szybko przekonałam się,że nie mam szansy by stworzyć z nim,co najwyzej relację przyjaźni to było to także boelsne doświadczenie i także go nie zaakceptowałam,
Dzisiejsza natomiast homilia i Ewangelia uświadmiła mi,że powinnam podziękować za te uczucia zakochania, ponieważ dzięki nim dowiedziałam się czegoś o sobie i zyskałam szansę na znalezienie przyjaciela, którego w innej sytuacji bym prawdopodobnie nie otrzymała,bo nie mielibyśmy okazji dobrze się poznać a pzoa tym przypomniała mi się moja refleksja z jednej z medytacji nad Pismem Świętym podczas jednego ze spotkań grupy medytacyjnej z DA "STUDNI" w Toruniu w zeszłym roku podczas , której wpadłam na cenną myśl,że zanim człowiek zacznie oskarżać Pana Boga, że jakieś wielkie pragnienie mimo usilnych próśb sie jeszcze nie spełniło i nie widać możliwości by się spełnilo wkrótce to powinien zapytać samego siebie czy rzeczywiście tego chce oraz czy jest gotowy by sie ono spełniło,bo wszystko ma swój własciwy czas a czlowiek, który nie umie tworzyć przyjaźni zazwyczaj nie jest gotowy by być czyimś chlopakiem czy czyjąś dziewczyną lub narzeczonym i narzeczoną,więc Pan Bóg może najpierw pomóc znaleźć przyjaciela a dopiero później chlopaka lub dziewczynę .
I jeszcze na sam koniec biorąc wszystkich czytelników za świadków postanawiam,że od jutra w ramach ćwiczenia się w konsekwencji i systematyczności i także w cierpliwości będę na ile to tylko możliwe czytała codziennie 15-30/40 stron książek potrzebnych zo zaliczenia egzaminów na studiach.
Życzę miłego wieczoru i zachęcam do komentowania ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz